poniedziałek, 29 grudnia 2008

"rocznie w samych Stanach Zjednoczonych powstaje ponad 11000 filmów pornograficznych, podczas gdy filmów niepornograficznych, realizowanych przez filmowe studia, niecałe 400. Wpływy amerykańskiego przemysłu pornograficznego wahają się od 10 do 14 miliardów dolarów rocznie, co dorównuje ekonomicznym obrotom amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego."

niniejszym, aby pokazać, że zaglądają tu sami mądrzy ludzie, proponuję otwarcie pierwszej burzliwej dyskusji na platformie ows-u dotyczącej właśnie porno i jego miejsca w sztuce. przeczytajcie artykuł z witryny i mówcie.

3 komentarze:

Bocian pisze...

No! W końcu temat, na którym się znam.Myślę że dane o wpływach są przesadzone. Szczególnie teraz gdy popularne stają się portale z darmowymi filmami porno.A sama pornografia jest tak stara jak sztuka, gdyż jest jej nieodzowną częścią.

lukasz.lachecki pisze...

Cześć,
fajny temat, miałem nawet chęć przeczytać artykuł ale nie mam czasu. Na podstawie tytułu dochodzę do wniosku, że osadzenie porno i mainstreamu na dwóch biegunach jest głupie : dla mnie porno to mainstream. HAHA. Na dodatek wszechmainstream, idealny mainstream(bo anonimowy) doby internetu. portale z darmowymi przynoszą większe zyski niż stary vhs ;) Możę napiszę kiedyś o tym doktorat.

Anonimowy pisze...

Filmy pornograficzne teoretycznie traktują o najbardziej spontanicznej, kreatywnej, wolnościowej etc. czynności jakiej mogą się podjąć ludzi. Jednocześnie jest to ta dziedzina twórczości, która jest poddana ścisłym i żelaznym regułą, podatna jak nic innego na szufladkowanie i kompilatorstwo. Ile jest pornosów, które nie kończą się wytryskiem na twarzy?

Porno jeśli jest sztuką, to sztuką użytkową. Co z resztą w przypadku zdjęć, obrazów i filmów jest ok.

Natomiast porno w pisarstwie to totalna porażka. To jest coś, czego litery chyba nigdy nie przeskoczą. Nigdy nie czytałem dobrego opisu stosunku seksualnego (chyba, że w formie satryryczno- zlewczej), a co dopiero po prostu pisanej pornografii. Dlatego w literaturze preferuje staroświeckie "fade to black" jak się całują.

Jak na zakończenie pierwszego tomu "Czarodziejskiej Góry". Z drugiej strony nie miałbym nic na przeciwko, żeby do książki dołączali DVD z zapisem tego, co było między pierwszym a drugim tomem.

PS. Co do udanych form satyryczno-zlewczej pornografii. To chyba wynika z tego, że jeżeli patrzysz na stosunek seksualny z boku, z pozycji totalnie niezaangażowanej, wydaje się on totalnie śmieszny. Dwoje (lub więcej) ludzi stęka, wzdycha, siorbie itd. To jest trochę jak obudzić się w środku nocy przez odgłosy zza ściany. Nie mówiąc już o tym jak śmieszne jest przyłapanie kogoś na masturbacji.

A więc: seks minus fantazmat równa się kupa śmiechu.