poniedziałek, 4 maja 2009

Co można zrobić z kupą?

Bo przecież moimi jedynymi dziecięcymi lekturami nie były Dzieci z Bullerbyn i złagodzone baśnie braci Grimm. Oglądałam japońskiego Yattamana i owszem, czekałam aż negatywnej bohaterce roztrzaska się stanik jeszcze przed końcową piosenką. Jasne, że podobało mi się to bardziej niż drugi imponujący leitmotiv bajki – radioaktywny grzyb w kształcie czaszki (tak silnie przecież związany z dzieciakami z drugiej połowy lat osiemdziesiątych). W trzeciej klasie podstawówki koleżanka pokazała mi Cats swojego taty, tłumacząc czym jest prezerwatywa. A niezastąpiona Ilona, znajoma ze świetlicy szkolnej, opowiedziała mi o fascynujących perypetiach bohaterów Kids.
Ale.
Książeczka autorstwa Pernilli Stalfelt niewątpliwie wybija się we wszystkich rankingach hultajstwa, do którego mogą dorwać się dzieci. Już tytuł: Mała książka o kupie powinien sugerować, że w maju 2008 r. pojawiło się na rynku konfekcjonowanego szaleństwa kolejne źródło cytatów. Tak jak zeszłoroczny Jozin z Bazin czy osłuchany już Kononowicz Krzysztof, tomik ten stopniowo się staje się cysterną aforyzmów z widocznym, rozległym dnem. Do mnie abc kupy dotarło ze Śląska, w tytule mejla nadawca napisał sam w to nie wierzę.
Łaknąc traumatycznych wrażeń otworzyłam prezentację zdjęć kolejnych stron kałowego leksykonu. I tu, już, strona tytułowa wita mnie naklejką Miejskiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie (filia nr 10). Jak widać popularność miasta ma szansę zakwitnąć dzięki skrajnościom. Jedni instalują vademecum o kupie w bibliotekach a drudzy, sprytni antagoniści, chichocząc w rękawy, dokumentują cyfrówką istnienie słowniczka.
Co my tu mamy...?
W toku recenzenckiego opracowania, podzieliłam książkę biorąc pod uwagę różnorodne spojrzenia na problem funkcjonowania odchodów w łańcuchu życia społecznego, gospodarczego i rozrywkowego. Kierując się powyższymi kryteriami można wyróżnić w tej małej encyklopedii cztery działy, do których kluczem jest kupa.
Już na wejściu poraża nas klasyfikacja kału ze względu na jego kolor i konsystencję. Estetyka słownika wizualnego, którą przyjęła książka, najdobitniej przejawia się właśnie przy okazji wprowadzania w tajniki związane z gatunkami kupy. Mamy więc kupę szyszkę, kupę śrubkę, kupę kukurydzę. Leśnik, majster, rolnik znajdą coś dla siebie. "Pochodzenie kupy" to z kolei następna, płynnie włączona, istotna część składowa prezentująca przede wszystkim odchody zwierzęce (ptasie, zajęcze, krowie – narysowane ze szczególnym uwzględnieniem gradacji rozmiarów przedmiotu pracy). Następnie można mówić o kategorii nazwanej przeze mnie na użytek recenzji "Losy kupy". Skąd się bierze (czerwona z buraczków!), gdzie trafia (czy wiedzieliście, że wasze kupy trafiają do morza, w którym pływają wesoło w żółtych czepkach?), jak transportuje się kupę ze wsi do miasta (!?). Odpowiedzi na te pytania istnieją! Autorka wyczerpującej monografii nie ogranicza się jednak do niecodziennego zjawiska jakim jest robienie kupy oraz losy kału po spłynięciu rurami do morza. Pernilla Stalfelt interesująco wprowadza kolejną kategorię, którą można nazwać "Pochodne kupy i ich zastosowanie". Tu zaczyna się prawdziwa gonitwa szalonej wyobraźni autorki. Bąki, dyskusyjność koloru i kształtu pryków oraz rozważania zawierające możliwości wykorzystania kupy jako budulca mieszkań... To i jeszcze więcej oferuje ten podręczny leksykon.
Czytelnika żegna piosenka o kupie, rymowana a jakże (jej morał brzmi: Nie zrobimy więc odkrycia/ Głosząc wniosek nie do zbicia:/ Kupa jest podstawą życia.).

Na zakończenie pozwolę sobie na prywatny spis wyróżnionych przeze mnie treści hardkorowych:
- propozycja wykonania naszyjnika z kupy łosia
- wspomniana już, kupa w żółtym czepku
- wizja budowy wieżowca z kupy
- absolutnie wstrząsający pomysł zamknięcia w pokoju nagich ludzi w celu zmuszenia ich do produkcji kupy na budulec
- ciekawostka dla matematyków – równanie kupa+ziemia+nasiona = truskawki
- gdybanie, co byłoby gdyby człowiek jadł swoją kupę
- propozycja zorganizowania przedstawienia pt. Bąkowe szaleństwo, w którym nadzy "mama", "tata" i enigmatyczni "pan" i "pani" skaczą po łóżku odbijając się od materaca siłą ciśnienia swoich bąków.


Polecam?

Marta Syrwid (wszystkie cytaty naprawdę pochodzą z książki, która naprawdę istnieje).

Pernilla Stalfelt, Mała książka o kupie, Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, 2008.


czwartek, 16 kwietnia 2009

Golasy

Olsztyn Wschodni zaprasza na wernisaż Agaty Szuby, który dobędzie się 23 kwietnia w haloGalerii w Olsztynie.




Cielesność postawiona w stan oskarżania. Cielesność za karę postawiona na polu,
w lesie i pozbawiona ubrań. Nie po to, by podniecać. Po to tylko, by odpowiadać na pytania. Pytań jest całe mnóstwo. Dlaczego i po co? Dla samej świadomości,
która oswoi niepokój. Nie mówimy o pozbyciu się lęku, bo jest to niemożliwe.


Agata Szuba szuka punktu krytycznego. Kamienia filozoficznego, dzięki któremu dokona się akt transgresji. Transgresja między upokorzeniem a wywyższeniem. Złoty środek,
w którym brzydota zamieni się w kanon piękna, środek w którym nastąpi też sytuacja odwrotna.

Golasy to też przestrzenie. Ciała nie mogą przebywać w próżni, bo wtedy brakuje im punktu odniesienia.

Golasy implikują pytania.

Przestrzeń oskarża modela. Oskarża golasa o jego cielesność.

Golasy same w sobie są czymś smutnym, bo golas to everyman. A bycie everymanem
we współczesnym świecie wydaje się być strasznie smutne.
Ponowoczesność wymaga od ludzi bycia kimś, ale golas jest tylko ciałem.

(c) Michał Krawiel

niedziela, 29 marca 2009

W krainie trashowej łagodności

W ciągu ostatnich dwóch tygodni udało mi się zasmakować muzycznego chleba z trzech różnych piekarni, a wszystko to było dostępne w Olsztynie praktycznie za darmo.Stosując kolejność chronologiczną zacznę od koncertu, który odbył się w piątek tydzień temu w Luzaku. Gwiazdą wieczoru był zespół Canero, z którym z racji mieszkania w jednym pokoju z ich perkusistą jestem coraz bardziej zaprzyjaźniony. Była to druga okazja by usłyszeć ich nowy materia(poprzednio można było to zrobić tydzień wcześniej w Molotovie). Chłopaki zdecydowanie wzmocnili granie co wywołało pewne kontrowersję wśród ich dotychczasowych słuchaczy. Niestety wiele zepsuł ich nowy wokalista,który nie podołał wyzwaniu bycia frontmanem. Nadzieją dla chłopaków jest to że na następnych koncertach ma się pojawić nowy wokalista-na co czekam z niecierpliwością.
Dzień później w Molotovie wystąpiła legenda olsztyńskiej sceny trash metalowej i chyba ogólnie gitarowego grania-Monolith.
Zespół dał pokaz ciężkiego lecz energetycznego grania i nawet osobom które nie słuchają metalu udowodnił, że powstają w tej muzyce wartościowe zespoły. Dużym zgrzytem podczas tego koncertu było odwołanie występu zespołu Destroyer.Było to połączone z bójką, która wcześniej rozegrała się na parterze klubu.
A zakończyło się spokojnie. Olsztyńskie studenckie spotkania z poezją śpiewaną jakoś wcześniej nie powodowały u mnie palpitacji serca. Wiele chyba straciłem. Pomijając naprawdę średni toruńską wokalistkę, która była supportem to cały wieczór był ucztą dl ucha. Śmiałkowski zagrał świetny koncert. Był to popis poetycki na wysokim poziomie. Klasą jednak samą dla siebie był grający z nim olsztyński gitarzysta, którego fani określają krótko :Paco de Czamara, który na gitarze wygrywał emocję niedostępne dla zwykłego śmiertelnika.

sobota, 14 marca 2009

Gotowanie dla każdego-gwiazdy

Cukier kryształ
Dwa mleczne trójkąty
Pancerz żuka
Łyżwy
Kawałek łabędzia
Wylinek ważki
Rybią łuskę
Korzeń paproci
Wskazówkę zegara
Tłuczone landrynki
Garść pinezek
Szczyptę anyżu
Miesiąc sierpień

Rozetrzeć w moździerzu
Zalać mrożoną lemoniadą
Posolić do smaku
Wymieszać

Zagotować
Ostudzić
Odstawić na noc
Wykrawać w odpowiednie kształty
Ustawić na szynach
Zwolnić semafor

Ścianka

Psycholog



Nowa animacja Agaty Szuby.