czwartek, 17 lipca 2008

inr

Cowley 07

-Nie wiem czy macie takie poczucie. Takie pod skórą. Na głębokości lekkiego zadrapania. Takiego co nie zagraża życiu, ale jest na tyle upierdliwe, żeby je czuć. Takie poczucie, że oni was już dawno wychujali. Wychujali! Rozmiecie o co chodzi w tym wychujaniu?- chodzą po podłodze. Tarzają się z przerażenia. Schodzę na ziemię i czuję jak całują moje vansy. Oświecam ich dalej- Tak tak tak i jeszcze raz tak. Kolejny raz tak i wcale nie będzie inaczej. Wychujali was. Z jakiegoś powodu mieszkamy w tej akurat części miasta. Blisko tu jest tylko do fabryk i magazynów. A te zajebiste miejsca, które pokazują w telewizji? Na tych stronach internetowych. Zachęcających japońskich turystów do tego, aby odwiedzić miasto. Zrobić zdjęcia nikonami. Wielkim obiektywami zlustrować architekturę. Powstancie!- mówię do nich to. Sam się odwracam i zbliżam się do drzwi. Nie odwracam się w ogóle. Na zewnątrz lampy świecą już jakoś inaczej. Dają zupełnie inne światło. Oświecone. Tak. Dobre, a nawet bardzo dobre określenie. Odwracam się. Robię to, stojąc już na ulicy. Nikogo za mną nie ma. Nie zrozumieli. Jednak nie. Niech spierdalają. Idę na kazzam. Sam.
(c)michal krawiel

3 komentarze:

ariogrener pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
ariogrener pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
ariogrener pisze...

nie popełniłem bł.ąd "Za informację możemy przyjąć ogół zdarzeń występujących w danym podmiocie i w jego otoczeniu.