środa, 11 maja 2011

Próżne zapowiedzi aktywizacji

Powoli wszystko wraca. Po trochu nie żyjemy. Po trochu funkcjonujemy lepiej niż kiedyś. Tak już bywa. Nie czekacie na nas z niecierpliwością. Wiemy o tym. Mieliśmy w tym spory udział. czas na czystą kartkę. Będzie o czym pisać. Już niedługo...

środa, 3 listopada 2010

Morning Wood Promo

Morning Wood Promo from Morning Glory on Vimeo.

olsztyn/6.11.2010/carpenter inn.



http://olsztynwschodni.blogspot.com /
http://soundcloud.com/artfruit /
http://soundcloud.com/mustnotsleep
http://morningglory.pl

poniedziałek, 25 października 2010

[morning wood]@carpenter inn

środa, 20 października 2010

Rozbite popołudnie

Wydany nakładem Staromiejskiego Domu Kultury w Warszawie tomik poetycki p.t. „Pracowite popołudnie” jest debiutem Literackim Natalii Małek. Ta urodzona w 1988 roku studentka anglistyki i amerykanistyki na Uniwersytecie Warszawskim jest przedstawicielką najmłodszego pokolenia poetów, śmiało wchodzących na salony literackie. Większość odbiorców pierwszy raz zetknęła się z twórczością poetki w trakcie lektury „Solistek” – antologii współczesnej polskiej poezji kobiecej. Droga literacka Małek zaczęła się , więc nieco inaczej niż droga wielu innych twórców. Najpierw antologia – a dopiero później debiut.Jest to jednak znak naszych literackich czasów.
„Jestem pełnoletnia w każdym stanie Ameryki” tak zaczyna się wiersz Malek p.t. „Wszystkie stany”. Ten incipit odgrywa istotną rolę w odbiorze całego tomiku. Malek wskazuje w wielu tekstach na swoją dojrzałość, nie zapominając jednak o dopiero co skończonym dzieciństwie, które to raz za razem przypomina o sobie w małych rzeczach kształtujących dzień powszedni (jak zamiłowanie do lemoniady z miętą zasygnalizowane w wierszu: Czym można się wkupić).
Pełnoletnia Malek pija „ soki zbyt gęste do wódki”( [Gdy zjadłam koktajlowe pomidorki], sporo czyta ( Kundera, Feringhetti , Heaney] i lubi chodzić do kina na francuską Nową Falę ( Dzień na prowincji) . Wyłania się więc z tego opisu obraz osoby wykształconej a w najgorszym wypadku aspirującej do odgrywania roli inteligenta ( w tym przypadku inteligentki). W wizerunku tym jest jednak pewna rysa , spowodowana prawie infantylną formą niektórych wierszy. Rysa ta wskazuję też na główny problem tomiku: na jego kolosalną nierówność. Obok wierszy co najmniej dobrych takich jak choćby tytułowe „Pracowite popołudnia” mamy tu też wiele tekstów, które w moim odczuciu nie powinny tu się znaleźć ze względu albo to na swoją banalność( Munszijet Nasser- opis katastrofy w kairskich slumsach może być nawet i wzruszający tyle, że tekstów związanych z tragediami spotykającymi ludzkość były już miliony a ten nic nowego nie wnosi zarówno pod względem literackim jak i publicystycznym), albo na słabą formę poetycką ( Para- filia), albo na jedno i drugie(Tamte wiersze).
Warto się więc zastanowić gdzie jest problem? Bowiem zastanawiające jest to jakim cudem autorka posiadająca nieprzeciętne możliwości poetyckie „ dopuszcza się” w swoim debiutanckim tomiku utworów tak słabych i kontrastujących z resztą?
W mojej opinii problem nie leży do końca po stronie autorki, lecz tkwi on w kwestii redakcji ( w tym przypadku redaktorką wydania jest Kamila Pawluś). Nie jest to pierwszy i zapewne nie ostatni taki przypadek. Warto wspomnieć o wydanym niemalże w tym samym okresie tomiku Michaliny Janyszek- Kujawy, który rozbity niemiłosiernie przez redaktor wydania Bernadettę Darską ,broni się chyba jedynie tylko dzięki sporym możliwościom poetyckim autorki. Malek takiego szczęścia nie ma. W imię spójności dzieła i pewnego konceptu redaktorki zrezygnowano z części jej utworów nie pasujących do schematu (wspomniała o tym sama autorka na spotkaniu literackim w Olsztynie, którego to autor recenzji był uczestnikiem) i o ile nie jest to rzecz niezwykła to nieszczęściem Malek jest to, że w tym wypadku dokonano chyba jednak niezbyt trafnych wyborów.
Można jednak te wszystkie niedoskonałości zrzucić na karb debiutu autorki w świecie literacko- wydawniczym. Debiutu wskazującego momentami na spore możliwości poetyckie , ale patrząc przez pryzmat tomiku jako całości- co najwyżej przeciętnego. Wypada mieć nadzieję, że wraz z kolejnymi pozycjami w dorobku autorki będzie lepiej. Bo lepiej być zdecydowanie może.

Natalia Malek, Pracowite popołudnia, Staromiejski Dom Kultury, 2010

Krzysztof Kapinos

środa, 6 października 2010

Ewa Wyczółkowska- teksty

Spacer
wyschła nam pora roku. w powietrzu unoszą się oburzone ptaki.
czuję na sobie zapach chłopców z pomostu. pot i alkohol
wychodzą porami. cień, jak zwykle, nadąża za krokami.
skręcam do lasu; szyszki i patyki wchodzą do sandałów.
boję się ścieżek, zwierzęta czują mój zapach. ten hałas
jest przejmujący.
nie pasujemy tutaj. ja ze swoją cywilizacją.
rozumiem się z drzewami. mówią, że nie powinnam tu być.
tak jak ty: "nie obrażaj świętości",
gdy zaczęłam rozmowę od słów: "przyroda jest obskurna."

parszywe słońce zaszło. pod kładką pająk utkał sieć,
więc integruję się z ziemią. zieleń nie dba o swoje liście.
dawno nikt tu nie sprzątał,
prawie potknęłam się o martwe drzewo.

skrzydła budzą mnie z letargu.
powietrze robi się coraz cięższe,
owady wyczuły, że jestem.

wracam do siebie. zostawiam ślady
trzy pety i trochę zdechłych myśli.
gdzieś nade mną latają samochody.

klamra (do włosów)
ostatnia nadzieja w tym, że moje włosy pachną ładniej niż spalone liście.
jestem werterem albo po prostu chce mi się płakać. na przystankach,
w autobusach; kiedy drzwi zamykają się na ramieniu, bo kierowca
nie umie skończyć w żonie na czas, żeby szczęście było dualne,
żeby lekko otworzyła usta i on mógłby przygryżć mocno swoje.

zamiast słów wolę noże. przegląda się w nich wygodniej,
obraz, który powstaje, jest wiarygodny. zero czerwieni,
tylko plamy.

jak to powiedziała dziewczyna, w której powinnam była się zakochać -
'jestem smutnym człowiekiem, nie mam sił na ironię.' nie chodzę do
centrum handlowego Alfa, (prawie jak Eiffla, a później to już tylko I fly)
żeby wypróbować siodełko na rowerze. wiem tylko, że grzebień służy
do czesania, ale jakoś z włosami nie wiemy, jak go używać,
nawet prawa ręka przyznaje rację głowie.

potrafię całymi dniami leżeć na podłodze, ale nie umiem odchodzić.
papieros spala się coraz szybciej. pierdolony bełkot i mucha obok puszki.
ostatnia nadzieja w tym, że chociaż przecinki mają ładny dom.

Poranek
chciała napisać o poranku, ale witkacy wspomniał o narkotykach
i rzeczywistość zaczyna się burzyć. ciężka cegła przecina powietrze.

mówi do odbicia w łyżeczce, że wszystko się rozsypało.
gnije. marnieje. usycha. wiotczeje. blade wargi całują powierzchnię.
z czułością dotyka ścian, które stają oporem. mury zwykle są
przeszkodą. wyobraź ją sobie wtedy i powiedz, że otwieranie
ust nie komplikuje.

świat paruje, jest gęsty. zimny i tak samo świeży jak mleko.

Ewa Wyczółkowska- przyszłoroczna maturzystka posiadająca już albo dopiero lat 19. Można ją spotkać głównie i najpewniej w Olsztynie.